iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Z kobiecą torebką wiąże się wiele ciekawych doświadczeń, eksperymentów i spostrzeżeń. Jedna z takich obserwacji, choć dosyć odważna w swojej wymowie, może wiele nam, mężczyznom komunikować, ba - bywa kluczowym elementem w nawiązywanej właśnie, damsko-męskiej relacji.

Większość mężczyzn zapewne nigdy, tak naprawdę nie widziała zawartości damskiej torebki, a z badań wynika (prof. Devendr Singh - The Psychology Journal - 2004), że spora liczba facetówpo prostu boi się nawet jej dotknąć, nie mówiąc już o otwarciu. 

Torebka kobiety jest przedmiotem osobistego użytku, traktowanym przez nią intymnie, niemal jak przedłużenie własnego ciała, jego część. Torebka jest jak kobieca wagina. To w niej zawiera się clou jej kobiecości.

Dlatego też umieszczenie jej w pobliżu mężczyzny jest widocznym i ważnym sygnałem świadczącym o bliskości oraz kobiecej intencji wobec mężczyzny. 

Jeśli mężczyzna wyda się kobiecie szczególnie kuszący, atrakcyjny - wówczas może ona pozwolić mu bawić się torebką lub nawet delikatnie jej dotykać. Może też poprosić mężczyznę o podanie torebki albo wręcz o wyjęcie z niej czegoś. Takim zachowaniem komunikuje mężczyznie wprost - akceptację i zainteresowanie bliskimi relacjami.

Położenie torebki w zasięgu wzroku mężczyzny lub jego ręki to jednoznaczny sygnał - na tak. Natomiast trzymanie jej z dala od rozmówcy wskazuje na dystans emocjonalny i uczuciowy.


Masz pytanie? Wyślij je do nas - eksperci@iwoman.pl . Najpopularniejsze tematy przekażemy naszym ekspertom.
2012-05-01 20:20
Ogólne Komentarze (1)

Skłonność kobiet, odnoszących indywidualne sukcesy w środowiskach zdominowanych przez mężczyzn, do blokowania rozwoju i awansu młodszych koleżanek - to doświadczenie, z którym zapewne niejedna kobieta spotkała się w swoim zawodowym życiu. W psychologii takie zjawisko nazywane jest syndromem królowej pszczół. Obserwuje się go u kobiet mających władzę i wysoką pozycje w biznesie, polityce, mediach, świecie sztuki. 

Kobiety - królowe pszczół, potrzebują uznania i nieustannie chcą być w centrum uwagi. Inne kobiety traktują jak rywalki, które mogą być zagrożeniem w walce o wyłączną uwagę i szacunek. 

Od swoich współpracowniczek oraz młodszych stażem koleżanek oczekują pełnej uległości, oddania i okazywania podziwu. Często są bardziej surowe w stosunku do podwładnych płci żeńskiej niż męskiej. Zdarza się też, że żywią uprzedzenia i pogardę do kobiet spełniających tradycyjne role kobiece. Stąd już krok do miękkiej formy seksizmu. I to w najgorszym, bo kobiecym wydaniu.

Termin "syndrom królowej pszczół" został wprowadzony przez amerykańskiego psychologa społecznego Grahama L. Stainesa w głosnym i oprotestowanym przez środowiska feministyczne artykule, który ukazał się w połowie lat 70. ubiegłego wieku w czasopiśmie Psychology Today.

Najnowsze badania psychologów i serie eksperymentów zdają się jednak potwierdzać tezy stawiane przez Stainesa, co więcej - dowiedziono, że syndrom ów przyczynia się do powstawania "szklanego sufitu" w wielu firmach i organizacjach ale także i świecie polityki. Bardzo często bowiem, kobiety, które odnoszą indywidualne sukcesy i mają bezpośredni bądź pośredni wpływ na komisje zatwierdzające awanse - są mniej skłonne niż mężczyźni by wspierać rozwój innych kobiet i ich zabiegi o wyższe stanowiska.

Co ciekawe - badania przeprowadzone na w 2005 r. przez naukowców z Toronto i Londynu - wykazały, że panie mające szefa-kobietę mają więcej dolegliwości związanych ze stresem: częściej cierpią na bóle głowy, bezsenność lub kłopoty z koncentracją.

I w polskich realiach można - niestety - bez większego problemu znaleźć szereg przykładów na to, że syndrom królowej pszczół nie jest wyłącznie psychologiczną ciekawostką. 


Masz pytanie? Wyślij je do nas - eksperci@iwoman.pl . Najpopularniejsze tematy przekażemy naszym ekspertom.
2012-04-18 01:06
Ogólne Komentarze (0)

Zdaniem lekarzy specjalistów, w ciągu ostatnich pięciu lat liczba seksoholików w Polsce wzrasta, regularnie - rok do roku o 100 proc. Coraz więcej jest wśród nich osób młodych, poniżej 30. roku życia. Przybywa kobiet, choć wciąż główną grupę uzależnionych stanowią mężczyźni. Zmieniają się też formy uzależnienia. O ile kilkanaście lat temu głównym narzędziem seksoholików były pisma pornograficzne i filmy, o tyle dzisiaj jest nim przede wszystkim Internet.

Światowa sieć jest bowiem tanim, szybkim, łatwym, a co najważniejsze anonimowym źródłem treści erotycznych oraz nawiązywania typowo seksualnie konsumpcyjnych znajomości. Jego istnienie wpłynęło na zwiększenie się skali problemu. Być może gdyby go nie było, część osób nigdy nie odkryłaby w sobie podobnych tendencji. Warto mieć tego świadomość

Osoby uzależnione od seksu mają skłonność do nadawania seksualnego znaczenia ludziom, sytuacjom, do odnajdywania skojarzeń seksualnych w najzwyklejszych zdarzeniach czy uwagach, spędzają wiele czasu i wydają dużo pieniędzy na pogoń za zdobyczą, którą jest seksualne spełnienie. Uzależnieni od seksu opisują euforię wywołaną przez seks podobnie, jak uzależnieni od środków chemicznych mówią o działaniu narkotyku. Ta euforia może być skutkiem endorfin i innych endogennych substancji wydzielających się w mózgu, podczas gdy stan wywołany przez narkotyki jest wynikiem czynników zewnętrznych.

Przyczyny uzależnienia od seksu mogą być różne, np. wpływ rodziców w rodzinach patologicznych lub zespół stresu pourazowego. Wielu seksoholików cierpi również na inne formy uzależnień, zaburzenia psychiatryczne lub zaburzenia osobowości.

Jednym słowem, w kraju nad Wisła rośnie liczba seksoholików. I to nie tylko wśród osób z pierwszych stron gazet, polityków, gwiazd filmu, sportu czy celebrytów. Problem dotyczy już, zdaniem specjalistów blisko 10% dorosłej populacji kraju. Wbrew powszechnej opinii, uzależnienie od seksu dotyka przedstawicieli obu płci. Z danych statystycznych wynika, że wśród uzależnionych od seksu jest tylko kilka procent mniej kobiet niż mężczyzn. Czyżby zatem zwiększyły się nasze potrzeby seksualne? Niekoniecznie, bowiem najczęściej źródłem problemu jest nieumiejętność radzenia sobie z emocjami i stresem. To one są bowiem głównym powodem seksoholicznych postaw i zachowań.

Patrick J. Carnes – amerykański lekarz specjalizujący się w zagadnieniach dotyczących uzależnień, zwłaszcza uzależnienia seksualnego opracował specjalny algorytm postaw i zachowań, dzięki któremu można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić u siebie ewentualność występowania seksoholicznych skłonności. Kryteria rozpoznania choroby proponowane przez tego specjalistę to:
1. Powtarzające się próby kontrolowania oraz ograniczania pewnych zachowań seksualnych
2. Dłuższe i dalej idące zachowania niż planowane
3. Chroniczne zmaganie się, nieudane próby zaprzestania, zmniejszenia oraz kontrolowania zachowań seksualnych
4. Spędzanie ogromnej ilości czasu związanego z: poszukiwaniem seksualnych sytuacji, oddawaniu się seksualnym eskapadom oraz leczeniu moralnego kaca
5. Częste myślenie, planowanie, fantazjowanie dotyczące seksualnych doświadczeń
6. Zaprzestawanie ważnych obowiązków rodzinnych, zawodowych i towarzyskich na korzyść przyjemności seksualnych
7. Kontynuowanie zachowań seksualnych pomimo oczywistych strat, trwałych i powtarzających się problemów
8. Uczucie wzrastającego nienasycenia, potrzeba poddawania się kolejnym, bardziej ryzykownym i niebezpiecznym, bardziej intensywnym zachowaniom seksualnym w celu osiągnięcia tego samego poziom euforii i zadowolenia seksualnego.
9. Ograniczanie lub zaprzestawanie towarzyskich, zawodowych oraz innych przyjemnych/rozrywkowych zachowań – aby wygospodarować więcej czasu na zachowania seksualne
10. Doświadczanie nieprzyjemnych emocjonalnych stanów (np.: niepokój, poddenerwowanie) gdy nie jest możliwe zrealizowanie kompulsywnego zachowania.

Jednak, co ważne - nie wszyscy psychologowie i psychiatrzy mają takie samo zdanie na temat seksoholizmu. Niektórzy nie uznają go bowiem za chorobę, a jedynie za modę. Wynika to według nich z tego, że tematyka erotyczna jest w ostatnich latach bardzo popularna, a tym samym wzrasta moda na seks. Seks stał się wzorcem dla wielu ludzi, którzy traktują go jako element lansu i autopromocji.

Seksoholizm a intensywne życie seksualne

Niektórzy z nas mogą mieć problem z ustaleniem, czy ich zachowanie ma charakter uzależnienia, czy jest to tylko intensywne życie płciowe. Dla takich osób Patric Carnes stworzył specjalny test (znajdziecie go pod tym linkiem > Sexual Addiction Screening Test), który składa się z 25 punktów. Proponuje on również, aby rozpatrywać potencjalny seksoholizm na trzech poziomach:

I poziom: człowiek uzależniony od zachowań seksualnych przestaje nad sobą panować; zaczyna angażować się w różne praktyki, wśród których są: fetyszyzm, masochizm, sadyzm, obsesyjna masturbacja, seks przez telefon/czat, pornografia;
II poziom: seksoholik zaczyna angażować w swoje praktyki seksualne innych; dokonuje wówczas takich aktów, jak: ocieractwo, obsceniczne zachowania, nekrofilia, ekshibicjonizm
III poziom: zachowania osoby uzależnionej od seksu mają poważne konsekwencje prawne; wśród tych zachowań można wymienić: kazirodztwo, molestowanie dzieci, gwałty.
Uzależnienie od seksu, jak każde uzależnienie, jest potencjalnie bardzo niebezpieczne, jednak zawsze należy pamiętać o tym, że można je leczyć. A im wcześniej podejmie się odpowiednie kroki, tym większe szanse na powstrzymanie procesu pogłębiania się uzależnienia i powrót do normalnego życia.


Masz pytanie? Wyślij je do nas - eksperci@iwoman.pl . Najpopularniejsze tematy przekażemy naszym ekspertom.
2012-04-14 09:55
Ogólne Komentarze (0)

Miłość często nie jest niczym innym jak korzystną wymianą pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy otrzymują maksimum tego, czego mogli się spodziewać, wziąwszy pod uwagę ich wartość na rynka osobowości. {Erich Fromm}

To, co ludzie sądzą (pozytywnie lub negatywnie) o swoim związku z inną osobą będzie zależało przede wszystkim od tego, jak pojmują nagrody, które daje im ten związek, koszty, na jakie się narażają, co sądzą o tym, na jaki związek zasługują, i jakie jest, ich zdaniem, prawdopodobieństwo nawiązania lepszych stosunków z kimś innym. 

Innymi słowy, kupujemy to, co najlepsze, a wiec taki związek, który daje nam najwięcej korzyści za nasze emocjonalne dolary. Wszystko to doskonale opisuje teoria wymiany, którą amerykański socjolog George Caspar Homans zdefiniował w postaci twierdzeń:

- o sukcesie: im częściej działanie jednostki jest nagradzane, tym bardziej prawdopodobne jest podjęcie przez nią tego działania.
- o bodźcu: jeżeli w przeszłości wystąpienie określonego bodźca lub zespołu bodźców było okolicznością, w której działanie jednostki zostało nagrodzone, to tym bardziej prawdopodobne jest, że jednostka podejmie to lub podobne działanie.
- o wartości: im bardziej działanie jest dla jednostki wartościowe, tym jest prawdopodobne, że będzie ona przejawiała to działanie.
- o deprywacji i nasyceniu: im częściej w niedawnej przeszłości jednostka otrzymała określoną nagrodę, tym mniej wartościowa staje się dla niej każda następna jednostka tej nagrody.
- frustracji i agresji: jeżeli działanie jednostki nie doprowadza do otrzymania nagrody lub jednostka otrzymała karę, której się nie spodziewała, zareaguje gniewem, a w gniewie rezultaty zachowania agresywnego będą miały wartości wynagradzające.

Podstawowymi pojęciami teorii wymiany społecznej są pojęcia nagrody, kosztów, efektów i poziomu porównywania czy inaczej - odniesienia.

Nagrody są pozytywnymi aspektami związku, które czynią go wartościowym i wzmacniającym. Przez to pojęcie rozumiemy zarówno cechy indywidualne, konkretne zachowania naszego partnera, jak i nasze umiejętności osiągania zewnętrznych korzyści dzięki znajomości zalet partnera (np. dostęp do pieniędzy, status, działalność czy grono interesujących przyjaciół).

Koszty to oczywiście druga strona medalu i każda przyjaźń czy romantyczny związek wiąże się z pewnymi kosztami (np. konieczność znoszenia wszystkich drażniących nawyków czy wad drugiej osoby). 

Efektem związku jest rachunek nagród i kosztów. Można o tym myśleć w kategoriach formuły matematycznej, której wynik otrzymuje się, odejmując koszty od nagród. Jeżeli otrzymacie wynik ujemny, to wasz związek nie jest w dobrej kondycji. 

To, czy dany związek jest dla nas satysfakcjonujący, zależy od innej zmiennej, a mianowicie od poziomu odniesienia, czyli od tego, jakiego efektu (wyrażonego w terminach kosztów i zysków) oczekujemy od konkretnego związku

W ciągu całego życia zbieramy historie związków z innymi ludźmi, a to powoduje, że mamy określone oczekiwania co do naszych aktualnych i przyszłych związków. Niektórzy ustawiają poprzeczkę (poziom odniesienia) bardzo wysoko, oczekując wielu nagród i licząc na małe koszty. Jeżeli dany związek nie spełnia tych oczekiwań, to będą oni nieszczęśliwi i niezadowoleni. 

I przeciwnie - ci, których poziom odniesienia umieszczony jest nisko, będą - w takim samym związku - szczęśliwi, ponieważ dla nich jest oczywiste, że związki rodzą trudności, a więc są kosztowne. 

Wreszcie nasza satysfakcja ze związku zależy od tego, jak postrzegamy prawdopodobieństwo zastąpienia go innym, bardziej satysfakcjonującym, czy mówiąc inaczej, zależy od porównawczego poziomu odniesienia dla związków alternatywnych. Przecież tyle osób znajduje się w naszym zasięgu. Może związek z inną osobą przyniesie lepsze efekty czyli wyższe nagrody i mniejsze koszty w porównaniu z aktualnym związkiem? 

Ludzie mający wysoki poziom odniesienia dla związków alternatywnych - czy to dlatego, że wierzą, iż cały świat pełen jest wspaniałych ludzi pragnących nawiązać z nimi kontakty, czy też dlatego, że znają taką osobę - łatwiej znajdują nowego przyjaciela czy kochanka. 

Natomiast osoby o niskim poziomie odniesienia prawdopodobnie będą dążyć do zachowania kosztownego związku, ponieważ dla nich to, co mają, nie jest może zbyt wartościowe, ale na pewno lepsze od ich oczekiwań wobec tego, co mogą znaleźć gdzie indziej.

Tak więc, choć miłość to emocje, to szczęściem w związku rządzą iście matematyczne reguły i rachunki.

Korzystając z Wielkanocnej okazji, wszystkim czytelnikom życzę odwzajemnionej miłości, nie tylko w Święta ale na co dzień. Ponadto zdrowia, pogody ducha i uśmiechu. Szanowni Państwo, niech Wam się dobrze dzieje!


Masz pytanie? Wyślij je do nas - eksperci@iwoman.pl . Najpopularniejsze tematy przekażemy naszym ekspertom.
2012-04-07 21:17
Ogólne Komentarze (0)

Polski sport ma twarz kobiety. W ostatnim czasie to właśnie panie, skutecznie bronią honoru polskiego sportu, a na horyzoncie nie widać żadnego zawodnika liczących się na świecie dyscyplin, który miałby to zmienić. Bo niby kto? Adamek, Stoch, czy jedenastka facetów w szortach, która najprawdopodobniej nie wyjdzie z grupy na EURO 2012? 

Kobiety w wielu obszarach biznesu, kultury, nauki zajmują coraz mocniejsze miejsce, wypierają z wielu dziedzin mężczyzn. Naukowe badania potwierdzają, że są lepszymi negocjatorami. Statystyki policyjne dowodzą, że jako kierowcy zachowują się rozsądniej na drodze i powodują mniej wypadków.

Są wytrwalsze w działaniu, efektywniej realizują wyznaczone zadania, mniej czasu i energii marnują na szukanie dobrych rozwiązań. Wszystko to sprawia, że w wielu działaniach to właśnie kobiety są skuteczniejsze od mężczyzn i można to chociażby zaobserwować w biznesie - zarządzanie złożonymi projektami, coraz częściej i chętniej powierza się właśnie paniom.

Świat mężczyzn to świat rywalizacji. Bardzo często takiej, która przeradza się w konflikt. Kobiety dążą do kooperacji i współpracy - są bardziej elastyczne i mniej pryncypialne - zdecydowanie lepiej potrafią pogodzić wodę z ogniem. 

I wreszcie chyba rzecz najważniejsza - panie, nie tylko w sporcie, potrafią - kiedy sytuacja tego wymaga - powiedzieć stop, panowie mają z tym ogromny problem. A chyba wszyscy wolimy pokój od wojny. 


Masz pytanie? Wyślij je do nas - eksperci@iwoman.pl . Najpopularniejsze tematy przekażemy naszym ekspertom.
2012-04-01 11:13
Ogólne Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |